W celu odchwaszczenia bloga i udowodnienia, że nie umarłam z powodu kontuzji, stare zdjęcia autorstwa
Mruff.
Tak, wiem, widać na nich mój tryskający entuzjazm.
Tymczasem jestem średnio fotogeniczna, zamiast torebki występuję z plecakiem, czego serrrrrrrrdecznie nienawidzę. Owszem, ma ładny kolor, piękny odcień fioletu, ale co z tego??? Nadal jest plecakiem, to go dyskwalifikuje.
W kółko wyglądam tak samo (wygoda jest priorytetowa, a poza tym do plecaka nic nie pasuje...). Znajduję się na odzieżowym dnie. Rozważam zakup przydużych (najchętniej męskich) szarych dresów i butów do kostki. Wtedy będzie wygodnie, bezurazowo i może nawet zdobędę na dzielni takie uznanie, jak
Lusi na swojej ;)
Dla ciekawskich- włosy odrastają mi w zastraszającym tempie, czeka mnie kolejna wizyta u fryzjera (już druga po ścięciu). A, no i myślę o przetestowaniu na tej długości jak największej palety kolorów. Póki co grzecznie, wiśniowa czerwień. Ale kto wie, kto wie.. Może zafarbować na granatowo? Wtedy zaczęliby mną dzieci straszyć, w każdym razie te, które jeszcze nie miały problemu z moją fryzurą (pozdrawiam zapatrzonych ośmiolatków z Mc'Donalds ;) Chociaż i tak mistrzami taktownego komentarza są znajomi pytający czy mam raka.
Enjoy!
Translation:
Hi, guys. Unfortunately I didn't die because of my sprained ankle,I am sorry for that. Here are some old photos taken by the one and only Mruff. I don't have any new ones. At the moment I don't want to show myself here- I still wear the same clothes and have to wear a rucksack (really, really hate it!!!!). If you're curious, my hair is a bit longer now and it is cherry-red. I think about having navy blue hair. What do you think?