2010-08-03

Danmark min, jeg elsker dig

Nieliczni, którzy tu zaglądacie!

Właśnie wróciłam po trzech rewelacyjnych, zbyt krótkich tygodniach spędzonych w państwie duńskim. Wciąż nie mogę się oswoić z tym, że jestem już tu, w Polsce, która w porównaniu z Danią wypada co najmniej blado. Będę tęsknić i już nie mogę się doczekać następnego wyjazdu. Ludzie, miejsca, obyczaje- wszystko to sprawia, że mam ochotę stąd zwiać.

Zwiewam również z bloga, ponieważ motywacji do jego prowadzenia jak nie było, tak nie ma. Nie chce mi się, zwyczajnie. Wygasła potrzeba dzielenia się tym, jak wyglądam.


Nie zakładam powrotu tutaj, choć kto wie.

Dziękuję za uwagę.

Poniżej ja podczas rejsu łódką po kanałach w Kopenhadze. Okulary i chusta- świeże nabytki z duńskiego H&M. Enjoy!

fot. Paweł

2010-06-13

przerwa techniczna.

Niedługo wrócę, tak sądzę. 

Nie, to nie kryzys osobowości ani brak ubrań w szafie. Po prostu Mruff zwiała do Peru i nie ma kto zaspokajać mojej próżności poprzez fotografię.
Chociaż ilość ubrań jest bez znaczenia, i tak w kółko chodzę w tym samym. Nie ma dla mnie ostatnio nic lepszego niż bluza z kapturem (najlepiej za 3 zł), wygodne spodnie i za duże buty.

No.

2010-04-21

kiedy byłam małym chłopcem, hej

Wróciłam.

W, ekhm, swoim stylu.

Pozdrawiam wiosennie,
nakata


Na sobie mam:
koszula/shirt- sh
jeansy/jeans- no name
szal/scarf- sh
buty/flats- no name
kwiaty/flowers- uliczne/ bought on the street

fot. Mruff

2010-03-21

żeby blog chwastami nie zarósł

W celu odchwaszczenia bloga i udowodnienia, że nie umarłam z powodu kontuzji, stare zdjęcia autorstwa Mruff. 
Tak, wiem, widać na nich mój tryskający entuzjazm. 
Tymczasem jestem średnio fotogeniczna, zamiast torebki występuję z plecakiem, czego serrrrrrrrdecznie nienawidzę. Owszem, ma ładny kolor, piękny odcień fioletu, ale co z tego??? Nadal jest plecakiem, to go dyskwalifikuje.
W kółko wyglądam tak samo (wygoda jest priorytetowa, a poza tym do plecaka nic nie pasuje...). Znajduję się na odzieżowym dnie. Rozważam zakup przydużych (najchętniej męskich) szarych dresów i butów do kostki. Wtedy będzie wygodnie, bezurazowo i może nawet zdobędę na dzielni takie uznanie, jak Lusi na swojej ;)

Dla ciekawskich- włosy odrastają mi w zastraszającym tempie, czeka mnie kolejna wizyta u fryzjera (już druga po ścięciu). A, no i myślę o przetestowaniu na tej długości jak największej palety kolorów. Póki co grzecznie, wiśniowa czerwień. Ale kto wie, kto wie.. Może zafarbować na granatowo? Wtedy zaczęliby mną dzieci straszyć, w każdym razie te, które jeszcze nie miały problemu z moją fryzurą (pozdrawiam zapatrzonych ośmiolatków z Mc'Donalds ;) Chociaż i tak mistrzami taktownego komentarza są znajomi pytający czy mam raka.

Enjoy!


Translation:
Hi, guys. Unfortunately I didn't die because of my sprained ankle,I am sorry for that. Here are some old photos taken by the one and only Mruff. I don't have any new ones. At the moment I don't want to show myself here- I still wear the same clothes and have to wear a rucksack (really, really hate it!!!!). If you're curious, my hair is a bit longer now and it is cherry-red. I think about having navy blue hair. What do you think?

fot. Mruff

2010-03-07

z kronikarskiego obowiązku

..donoszę, iż skręciłam staw skokowy prawy i aktualnie poruszam się o kulach. Tak więc na nowe zdjęcia trzeba chwilę zaczekać, bo bardzo powoli chodzę.



Translation:
You have to wait a little bit for new photos, because I've sprained my right ankle and I can't walk properly.

2010-02-04

kobiety, myślcie o sobie

Drogie Kobiety!
Odrobina zdrowego egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem. To dobra okazja, żeby sobie przypomnieć, że zdrowie powinno być dla każdej z nas priorytetem.
Nie wymyślajcie wymówek, idźcie zrobić cytologię i usg piersi.
Dbajcie o swoją kobiecość, przecież to nie tylko modne ciuchy i piękna fryzura.

Więcej na ten temat na blogu Robaczka, która zachęciła mnie i inne bloggerki do przypomnienia kobietom, że są rzeczy ważniejsze niż miętowy lakier do paznokci i wiosenne propozycje projektantów.

2010-01-28

nothing compares to you


 fot. niezastąpiona Mruff


Gadałam, gadałam i obcięłam. Rodzice źle to znoszą, ja mam radochę, bo wyglądam jak Sinead O'Connor skrzyżowana z Demi Moore w "G.I. Jane". Jest wygodnie, praktycznie i okrutnie zimno w głowę, ale za to nie ma ryzyka, że zalęgną mi się wszy. Koniec pieśni.

Fryzurę wykonała Zoja (buziak!), poprawił fryzjer.

Mam na sobie/Wearing:
spódnica/ skirt- sh
t-shirt- new yorker
kolczyki/earrings- h&m

Translation:
I wanted to cut my hair in the summer, but I couldn't wait and finally I look like this. My parents aren't glad, but I don't really care. I can't stop touching my divine hairdo, I think I look like Sinead O'Connor and Demi Moore in "G.I. Jane" mixed together. Ok, when I'm outside, my head is freezing, but it is a little price for looking so damn good. Now I can't pretend a winter-hero and I have to wear a cap. It's an amazing feeling when I'm taking my cap off (for example in a bus) and many people are confused ("what was that girl thinking while cutting her hair THAT short in the winter?!" or "is it a girl??").  Oh God, sorry for my English. It's too late for me and my almost-bald-head. Sleep well, guys.